Aniela Birecka - Dziennik

A w pogodzie fatalnie :/

Zanim zima śnieg
jak mąkę przesieje przez sito
wpierw zafunduje sny
że po nich ziołowa czkawka

Deszcz utożsami się z soplem
czajnik z kontaktu wyrwie
aby radośnie na stole
zatańczyć ognistą rumbę

Amantem zostanie pajac
ja donną w czarnym lejbiku -
tarcze potłuką zegary
i wiatr przemieni się w fantom
  • 20 listopada 2016, 12:01:58
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 1

Podoba się (0)

Komentarze (1)

  • Coś w tym jest:)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Było lato... Mój ukochany sierpień, a ze mnie [podobno] niezła obserwatorka :)


baśń dla dojrzałych
obrzękłe lico pełni
na kołdrze inkub
*
moc perseidów
zachmurzone niebiosa
trzymają w garści
*
przejrzysta susza
wypija skąpą rosę
szczerzy się słońce
*
zbolałe liście
skwarem obarczony wiąz
gdzieś daleko deszcz
*
jaśniste gromy
śpiew fontanny przed burzą
z gongiem grzmot werbli
*
spieszne ulewy
obchodzą krajobrazy
głębokim niżem
*
sierpień ze słotą
przeciera powidoki
zieloną irchą
*
kłębiasty obłok
spływa okrętem w lazur
omija wichry
*
oddech ścierniska
lato w słomianej bluzie
studzi się pole
*
pasikoniki
namolne jak cykady
rozrzępolone
*
widok na dłoni
zerka oknem pogórze
na chmur spektakle
*
zamglony cirrus
Giewont pod mleczną umbrą
drzemie żółty świt
*
otwarte morze
sól i jedwabna woda
syrenie śpiewy
*
różowy powój
nasyp prowadzi tory
dzwoniącym szynom
*
pątnicze zielsko
zakurzona cykoria
pod zelówką proch
*
eksplozja wrzosów
lamentują pszczoły bo
miód na lekarstwo
*
włos kukurydzy
zaczepiony o zielną
wiązkę promieni
*
a tęczówki takie
szare i niebieskie gdy
halny na progu
*
szelesty krzewów
głosy po nocnej rosie
miesiąc niesie deszcz















  • 15 listopada 2016, 11:19:51
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Na świętego Stanisława Kostkę...

Na świętego Stanisława Kostkę,
śniegu - po kostkę

o, jakże w dniu dzisiejszym sprawdza się to staropolskie przysłowie. Tak, po świętym Marcinie - najpierw legioniście, później biskupie z Tours, dziś: "śniegu po kostkę".

Doprawdy nie pojmuję, komu z przemądrzałych Wielebnych przyszło do jego jajogłowej mantełepy przeniesienie tradycyjnego, astronomicznymi obserwacjami potwierdzonymi, patronalnego święta czystego jak lilia Młodzianka z Rostowa na dzień 18 września?
Na szczęście, Księża Zmartwychwstańcy na Kahlenbergu trzymają się tradycyjnej daty. Jak Ojcowie Redemptoryści w Tuchowie, którzy nie dali się zbałamucić durną logiką i nadal czczą Matkę Bożą Jagodną [Nawiedzenie NMPanny] w dniu 2 lipca.
Wszak u mnie, pomimo staropolskiej oraz niebiańskiej radości św. Stanisława Kostki, to nadal Zaduszki. Wczoraj np. sobie w swoim kalendarzu zapisałam:

Listopadium

Już dwunasty rok
śnią się konterfekty
wśród nich Pan Edward
pomiędzy lustrami

Biały kot jak mgiełka
nawiedza kredensy
srebrnieje w fiolce paczula

Śmiercią tu pachnie -
białymi chryzantemami
w dymiącym niby grog - krysztale
  • 13 listopada 2016, 14:07:44
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Lwów 11 listopada (teraz) roku każdego

Jak na szyderstwo
rży nad ich spokojem
banderowskie truchło

Umiera z tęsknoty
koronkowy Lwów
i ja

Nawet nie ma kościoła
świętego Marcina
a listopadowa martwota

prowadzi donikąd
Biało-Czerwonych
wypucowanych

banderowską cholewą
  • 11 listopada 2016, 10:01:55
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 2

Podoba się (0)

Komentarze (2)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

I po zaduszkowej żałobie

Ile płaczu ile jęku kiczu ile
jak zdartymi zelówkami
szura liśćmi listopad

W literatce
bursztynowieje winiak
i lśni kryształek szronu
  • 04 listopada 2016, 15:41:52
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 2

Podoba się (0)

Komentarze (2)

  • Dwa króciutkie utwory, z których każdy pełen wdzięku i prawdy, a razem posiadają nieoczekiwany wydźwięk. Może bowiem zbyt daleko sięgam interpretacją w obraz, lecz brandy (koniak, winiak) najmniej kojarzy mi się z lodem, najmniej pasuje do lodu. Tak jak pospolite ruszenie na groby 1 listopada. Niby te liście przywołują myśli o odejściu, ostateczności, końcu, ale sporo jest w rytuale, procedurze tego dnia, paru dni spełniania obowiązku nakazanego szantażem środowiskowym, kulturowym. Pewien twórca uznawany z racji zasług pokoleniowych za creme de la creme polskiej poezji umawiał się ze mną w połowie października, że za kilka dni wraca do Warszawy i już nigdzie nie wyjeżdża, więc spokojnie omówimy interesujące nas sprawy, w tym jego sprawy.
    Będąc obowiązkowy, po 2 listopada dzwoniłem do znajomego, nie odbierał telefonów, aż jąłem się martwić o stan zdrowia itd. Wreszcie przedwczoraj dostałem SMS o treści mniej więcej takiej:
    (...)wrócę po 15 listopada. Trzeba zrozumieć, że prawdziwi Polacy spędzają ten czas przy grobach rodziców (...)
    Tekst ów może sugerować, iż sędziwy poeta spędza ten czas na bani. Niby co prawdziwy Polak ma wspólnego z mniej więcej trzytygodniową bezczynnością, fizyczną wartą przy grobach. Oczywiście nie wiedział znajomy, kto dzwoni:)
    Pozdrawiam Cię:)

  • Dziękuję Marcinie za to, że zrozumiałeś moją intencję ;)

    Rzeczywiście po powrocie z cmentarza trzeba się ogrzać, czego - najprawdopodobniej - nie zrozumieli autorzy z linku:

    http://slownik-polny.liternet.pl/tekst/b-recka-brand

    Nieważne: winiak [brandy] oraz listopadowy chłód. Względnie "czerwone wino w czarnej torebce". Jeżeli prawdziwi artyści tak się zachowują, to i ja na naparstek Bodyfoka mogę sobie czasem pozwolić ;-)

    W następnym tygodniu ponownie wyruszę na groby. Trzeba się przecież modlić za Umarłych :)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Cisza

A ci których tak bardzo
bardzo kocham - powrócili
po długiej. Nazbyt długiej
podróży -

I śpią teraz
w moim pokoju
wiecznym snem.
  • 01 listopada 2016, 11:05:22
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 1

Podoba się (0)

Komentarze (1)

  • Miły memu sercu, Trollu, Jarocki! A rusz się,qrwa, ze swoim wpisem! Grzmotnij bez łeb a dobrze! Wtedy się skleję na nowo!

    ;-)))

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Jest pusta jesień... w pustym życiu...

"Jest pusta jesień... w pustym życiu..." napisał nad swoim odręcznym rysunkiem w 1938 roku gimnazjalista Krzysztof Kamil Baczyński. Po czym tę kartkę w formie listu przesłał swej lwowskiej sympatii Zuzi Chuweń, którą poznał na leczniczej kolonii w Chorwacji w tym samym, 1938 roku.
Krzyś Baczyński, obok "Zuzieńki" miał jeszcze inną, może większą od Zuzi, wakacyjną miłość, a mianowicie: Anię Żelazny. W każdym razie wtedy, w październiku 1938, nie Ani, lecz Zuzi wyekspediował ten smętny, niemal kordianowski, romantyczny list.
A ja dzisiaj patrząc na żółte poganiane wiatrem liście pomyślałam sobie, iż przypominają mi one biegnące za niby kwoka deszczem - słoneczne kurczęta :)
  • 11 października 2016, 19:08:48
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 3

Podoba się (0)

Komentarze (3)

  • Kwoka

  • Kwoka to coś ciepłego, matczynego, miękkiego, a którą o wiele lepiej być niż dożartym kundlem.

  • Bardzo ciepły, zwyczajnie miły Twój wpis. Za mną chodzi, i zawsze jednakowo wzrusza pierwsza swrotka utworu, prawdziwego, jak sądzę wiersza, dedykowanego rodzicom:

    A otóż i macie wszystko.
    Byłem jak lipy szelest,
    na imię mi było Krzysztof,
    i jeszcze ciało - to tak niewiele.

    Napisz do mnie, chciałbym Cię poznać bliżej:)
    Pozdrawiając, Marcin

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się